DATA: | KATEGORIA: rozwój

Przerzucamy odpowiedzialność za nas samych na zewnątrz

Nasze życie nieodłącznie wiąże się z kontaktem z innymi. Czy tego chcemy, czy nie, życie z społeczeństwie wiąże się z koniecznością komunikacji i wchodzenia w interakcje. Czasami są one dla nas źródłem przyjemności, zdarza się jednak, że w różnych sytuacjach przeżywamy trudne, nieprzyjemne emocje. Dość powszechnym zjawiskiem jest, że kiedy znajdziemy się w niekorzystnej sytuacji, przyczyny naszego złego samopoczucia przypisujemy czynnikom zewnętrznym – zachowaniu innych ludzi wobec nas lub tego, co usłyszeliśmy od innych. Można z resztą wyjść tutaj nawet poza granice relacji z innymi. Jeśli długo wyczekiwane wakacje na plaży zrujnuje nam deszczowa pogoda, łatwo nam o nasze emocje z tym związane obwinić właśnie pogodę. W ten sposób odpowiedzialność za nasz stan psychiczny (a nawet za to, co zrobimy pod wpływem tego stanu) przerzucamy na czynniki zewnętrzne – sytuację losową, siłę wyższą czy innych ludzi.

Tutaj ważne jest jednak, abyśmy dokonali pewnego rozróżnienia. To oczywiste, że za deszcz odpowiadają warunki atmosferyczne, a nie my sami. Podobnie za zachowanie innych ludzi odpowiadają oni sami. Czymś innym jest jednak przypisywanie światu lub innym ludziom odpowiedzialności za to, jak sami funkcjonujemy w reakcji na te sytuacje – na nasze własne myśli, emocje czy zachowania.

Jakie są skutki przerzucania odpowiedzialności za siebie na zewnątrz?

Chyba wszyscy znamy sytuacje, w których dwie osoby obwiniają się wzajemnie o to, jak się poczuły, na przykład podczas ognistej wymiany zdań. Skalę tego zjawiska potwierdza to fakt, że w naszym języku utarte i znane stały się powiedzenia takie jak: “działasz mi na nerwy” czy “on sprawił mi przykrość”. W takie sformułowania wskazują wprost, jakoby przyczyna naszych nieprzyjemnych uczuć leżała na zewnątrz – na przykład w czyichś słowach. Wówczas nie tyle dążymy do tego, aby druga osoba wzięła odpowiedzialność za to, co zrobiła, ale także za to, jak my się czujemy lub co robimy w reakcji na to.

Gdyby się zastanowić, można by znaleźć w tym schemacie pewne korzyści. Na przykład, jeśli przypisujemy odpowiedzialność za nasze funkcjonowanie innym ludziom, możemy zwolnić się z samodzielnej pracy nad swoimi myślami, emocjami czy zachowaniem.

Wiąże się to jednak z równocześnie z ograniczającą nasz własny potencjał iluzją braku wpływu.

To trochę tak, jakbyśmy siedzieli we własnym samochodzie na fotelu kierowcy, ale uważali, że nie możemy złapać za kierownicę. Może zwalniamy się wówczas z wysiłku kierowania sobą, ale tracimy też możliwość kierowania sobą w taki sposób, aby pomóc sobie i poczuć się lepiej. Chwycenie kierownicy, a więc wzięcie odpowiedzialności za to, jak się czujemy i co robimy w danej sytuacji wyrywa nas z poczucia bezradności, przywraca poczucie sprawstwa i psychologiczną wolność, nawet w niesprzyjających okolicznościach. Powtórzmy po raz kolejny – nie zwalnia to jednak innych osób z odpowiedzialności za to, co mówią i robią. Dla zobrazowania tego wyjaśnienia posłużmy się przykładem.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której nasz znajomy zniszczył pożyczoną od nas książkę. Ponosi on wówczas odpowiedzialność za zniszczenie – to zrozumiałe, jeśli będziemy oczekiwać od niego odkupienia książki lub rekompensaty jej wartości. Jeśli jednak będziemy oczekiwać od niego, aby wziął we własne ręce także ukojenie naszych uczuć związanych z tą sytuacją, sami zrezygnujemy z dbania o siebie i własny stan.

Z czego wynika nasza reakcja na trudne sytuacje?

Jak wspomnieliśmy, łatwo nam myśleć, że nasze emocje, a nawet zachowania wynikają z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Spróbujmy jeszcze dokładniej to przeanalizować. Jeśli poczujemy złość i nakrzyczymy na przełożonego w pracy, który wyklucza nas z udziału w ważnym i atrakcyjnym dla nas projekcie, można pomyśleć, że dzieje się tak w wyniku decyzji szefa. Warto jednak popatrzeć na tę sytuację nieco bardziej wnikliwie. Zadajmy sobie pytanie: z czego wynikają nasze emocje? Czy bezpośrednio z sytuacji zewnętrznej, w jakiej się znaleźliśmy?

Jeśli tak by było, to dlaczego możliwa jest sytuacja, w której jedna osoba zezłościłaby się na utratę projektu, a inna ucieszyłaby się, że nie musi w nim uczestniczyć? Możemy przecież wyobrazić sobie i taki wariant. Dochodzimy więc do wniosku, że na to, jak się poczujemy i jak będziemy mieli ochotę się zachować wpływa to, jak odbieramy daną sytuację – konkretnie od tego, jak ona odnosi się do naszych oczekiwań, potrzeb i pragnień.

Jeśli realizacja projektu byłaby dla nas na przykład odpowiedzią na potrzebę rozwoju i obcowania z ludźmi, to brak możliwości wzięcia w nim udziału będzie się wiązał w dyskomfortem. Wynika to jednak z naszych potrzeb, a nie z sytuacji. Gdyby nasze potrzeby wobec tej sytuacji były inne (chcielibyśmy na przykład zaoszczędzić czas, aby zająć się czymś innym), emocje w tej samej sytuacji zewnętrznej również byłyby inne (np. zadowolenie, ulga).

Jakie korzyści płyną dla nas z takiego sposobu myślenia? Zastanówmy się nad tym.

Jeżeli uznamy, że za nasze rozczarowanie i złość odpowiedzialna jest osoba, która wykluczyła nas z projektu, będziemy skłonni obwiniać ją nie tylko o wykluczenie z projektu, ale także o to, jak się w wyniku tego poczuliśmy. Nie będziemy myśleć o tym, jak możemy uregulować własny stan samodzielnie, zamiast tego będziemy raczej żywić pretensje i oczekiwania do drugiej strony, co może dać przynajmniej dwa rezultaty:

  • druga strona wejdzie w uległość i niczym rodzic przejmie odpowiedzialność za to, jak się czujemy, a więc potraktuje nas tak, jakbyśmy sami nie potrafili poradzić sobie z własnymi emocjami i zachowaniem (nastąpi naruszenie granic i pomieszanie ról)
  • druga strona nie zgodzi się na przejęcie odpowiedzialności za nasze własne funkcjonowanie, co będzie dla nas przyczyną dodatkowej frustracji i potencjalnie – zaostrzenia konfliktu

Możliwa i częsta jest też sytuacja, w której dwie osoby jednocześnie obwiniają się wzajemnie o to, jak się czują, na skutek czego często narasta konflikt, jednocześnie tworzy się błędne koło, w którym nikt nie bierze odpowiedzialności za siebie a oczekuje tego od drugiej strony.

Samoodpowiedzialność

Weźmy jednak pod uwagę inną możliwość. Załóżmy, że myślimy o zdrowych granicach i dzielimy odpowiedzialność – szef jest odpowiedzialny za swoją decyzję, jednak ja jestem odpowiedzialna za swoją reakcję. Mogę wówczas zastanowić się nad tym, co czuję i dlaczego. Zauważę, że jestem zła i rozczarowana, bo projekt dawał mi nadzieję na rozwój w interesującym mnie obszarze i kontakt z ludźmi, których lubię. Jeśli wezmę odpowiedzialność za te emocje i potrzeby, postaram się coś zrobić, aby je uregulować, jeśli to możliwe. Mogę na przykład spróbować negocjować z szefem, a jeśli to nie pomoże, mogę poszukać innych możliwości rozwoju w interesującej mnie dziedzinie i innych okoliczności spotkań z zespołem, na skutek czego moje potrzeby zostaną zaspokojone w inny sposób a emocje z dużym prawdopodobieństwem zmienią się na spokojniejsze i przyjemne.

Taki tok postępowania daje nam możliwość skuteczniejszego zarządzania własną sytuacją i samopoczuciem, daje więcej wolności i szerszy wachlarz radzenia sobie. Jest konstruktywną alternatywą do żywienia pretensji i oczekiwania (czasami w nieskończoność, bez skutku) aż druga osoba (lub świat, los) zaspokoi moje potrzeby czy ukoi moje emocje, co może powodować błędne koło oczekiwań i frustracji.

Podsumowanie

Spróbujmy na koniec podsumować i streścić to, co zawarte było w poprzednich akapitach. Czytając, warto zastanowić się, jakie uczucia i myśli pojawiają się w reakcji na taką perspektywę.

  • Wzięcie odpowiedzialności za samych siebie nie oznacza braku odpowiedzialności innych za ich własne funkcjonowanie – wręcz przeciwnie, oznacza respektowanie zdrowych granic po obu stronach. Każda dorosła osoba odpowiada za własne emocje, myśli i zachowania.
  • Samoodpowiedzialność otwiera drogę do tego, aby radzić sobie z własnym światem wewnętrznym i regulować własne zachowanie w sposób dojrzalszy i bardziej owocny
  • Aby samodzielnie zająć się własną reakcją na daną sytuację, ważne jest, aby najpierw poczuć własne emocje, które się pojawiają, zauważyć myśli i impulsy. Następnie ważne jest wyciągnięcie wniosków na temat tego, czego nam w danym momencie potrzeba, aby uregulować własne samopoczucie i funkcjonowanie. Dla wielu osób taki proces może okazać się trudny, da się go jednak rozwijać z biegiem czasu.

Sięgaj po pomoc

Jeśli zauważasz u siebie lub w swoich relacjach problemy w respektowaniu zdrowych granic czy w braniu odpowiedzialności za siebie, kłopoty w regulowaniu własnych emocji czy radzeniu sobie z kłopotliwymi myślami i zachowaniami, dobrym sposobem na poprawę sytuacji może okazać się rozmowa z psychoterapeutą. Może on pomóc w zmianie utartych dotąd sposobów funkcjonowania w stronę bardziej pomocnych, dojrzałych i konstruktywnych. Możesz to zrobić na przykład zapisując się na konsultację z jednym z ze specjalistów z naszego Ośrodka Psychoterapii i Pomocy Psychologicznej Pomarańczowe Ja w Poznaniu.

 

Literatura:

  • McKay G., How You Feel Is Up To You: The Power of Emotional Choice (Mental Health). Impact, 2002.
  • Rodek V., Poczucie odpowiedzialności, a aktywność autoedukacyjna studentów. Wyd. Difin, 2016.

Autor: Agata Przybylska-Poszwa

Agata Przybylskaabsolwentka psychologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, psychoterapeutka w trakcie szkolenia w podejściu integratywnym.
Główne zainteresowania: psychodietetyka, psychoterapia młodzieży i osób dorosłych – szczególnie w obszarze zaburzeń nastroju, trudności w relacjach, zaburzeniach odżywiania.